Poleca:

Aweo.pl - skuteczne pozycjonowanie.



Polecane Strony:

porady prawne Poznań
linyizawiesia.pl - zawiesia
twoj-dom.net - budowa domów Warszawa
tlumacz.krakow.pl - Tłumacz przysięgły Kraków
ntadwokaci.pl - porady prawne Kraków
Zapraszamy.
A A A

Bolesław Prus cz I


Bolesław Prus

NAPISAŁ

Konstanty Wojciechowski


WE LWOWIE
1913



1.
Pokolenie po roku 1863. — Młodość Bolesława Prusa. — Czego Prus żądał od społeczeństwa? — Pierwsze obrazki. — Dlaczego śmiejemy się, czytając opowiadania Prusa? — Humor Prusa. — Współczucie z cierpiącymi.
Upadek powstania z roku 1863-go był dla społeczeństwa polskiego ciosem. Popalone sioła, rozwalone miasta, zginęły nietylko kłosy, lecz i ludzi padły tysiące, stracono ostatki swobód na wielkim obszarze ziem polskich. Ale w społeczeństwie była żywotność, skoro z przygnębienia otrząsnęło się rychło i poczęło badać, co sprowadziło pogrom, i co czynić, by go uniknąć na przyszłość. Czy dobrą obraliśmy drogę, czy mamy kroczyć nią nadal? Może ruchy zbrojne, nieprzygotowane należycie, były lekkomyślne, może o czem innem wprzód należało pomyśleć, nie o powstaniu? I zjawiła się odpowiedź twarda, bolesna, ale uznana przez współczesnych za jedynie trafną: upadliśmy, bośmy nie dorośli jeszcze do niepodległości. Kto chce być wolnym, musi się wprzód odrodzić wewnętrznie, wyrobić w sobie hart, wolę silną, cnotę karności, posłuszeństwa, musi okazać, że jest zdolnym do stworzenia silnego rządu. Kto chce zdobyć wolność, musi działać jednolicie, solidarnie: szlachcic, chłop, mieszczanin muszą iść razem w zwartym szeregu. Trzeba więc wprzód, by każdy mówiący po polsku poczuł się Polakiem, a do tego znów trzeba oświaty, długiej i mozolnej pracy nad uświadomieniem narodowem najszerszych warstw. I jeszcze czego innego potrzeba: dobrobytu. Nędza nie wyda owoców błogosławionych, głodny nie o wolności marzy, lecz o chlebie.
Poczyna więc to pokolenie, które widziało bój i klęskę roku 63-go, myśleć chłodno, trzeźwo. Przyczyniają się zaś do wyrobienia owego trzeźwego poglądu na stosunki i inne także czynniki, przedewszystkiem zniesienie pańszczyzny i uwłaszczenie ludu (w Królestwie Polskiem w roku 1864). Nastaje przewrót w stosunkach gospodarczych, pieniężnych, niejeden, co żył w dostatkach, widzi, że jeśli nie zakąszę rękawów do pracy, grozi mu ruina, że nawet i praca go nie ocali, jeśli nie będzie oszczędzał.
Tak powstaje hasło pracy, pracy od podstaw, organicznej — jak wówczas mówiono. Nie ruchy zbrojne — wołano — zbawią nas, lecz znojny, codzienny trud. Młoty w ruch! Nie mamy własnego przemysłu — stworzyć go, nie mamy fabryk — zakładać je co rychlej, nie umiemy dobrze uprawiać ziemi — uczyć się tego, choćby od wrogów, a przytem oświecać siebie i innych.
Trzeźwość w myśleniu wyrabiały we współczesnych także dzieła obcych uczonych, w których wówczas zaczęto się rozczytywać. Pod wpływem tych dzieł poczęli młodzi uznawać tylko to, co się da sprawdzić doświadczeniem i rachunkiem, a odrzucać wszystko, czego przy pomocy tych dwóch środków stwierdzić nie potrafimy 1).
I szli jeszcze dalej. Pytali: po co istnieje poezya ? Żeby nas zachwycać, rozmarzać? W takim razie szkoda czasu czy na pisanie wierszy, czy dramatów, czy powieści. Wszystko, co robimy, powinno być użyteczne, poezya ma nie roztkliwiać, lecz uczyć, społeczeństwo powinno mieć z niej korzyść.
Starsze pokolenie nie godziło się jednak na takie hasła, uważało je za zbyt jednostronne, a wówczas zawrzała walka. Toczyła się na łamach ówczesnych czasopism warszawskich. Młodzi walczyli w Przeglądzie tygodniowym, ogłaszając tam swe odezwy, czasem bardzo namiętne, bezwzględne, a gdy im zarzucono zbytnią trzeźwość, odpowiedzieli, że taki zarzut może uczynić tylko nałogowy pijak. O porozumienie było trudno.
W czasie, gdy Przegląd tygodniowy zaczął wychodzić (r 866), Aleksander Głowacki (znany powszechnie pod imieniem B o 1 e sława Prusa) kończył gimna-zyum lubelskie. On sam później tak przedstawiał grono młodzieży, do którego należał, i siebie z tych czasów:
Głowacki uczęszczał do szkół od r. 1856 do 1866, co już wskazuje, że należał do tej interesującej grupy młodzieńców, która w poziomym języku profesorów nazywała się próżniakami i urwisami. Takiem było prawie całe ówczesne pokolenie... Uczyli się lekcyi niezbyt chętnie, dokazywali okropnie, chociaż bardzo rzadko złośliwie... Miłe te chłopaczki tylko w czasie
pauzy znajdowali się na środku klasy; lecz podczas lekcyi cała gromada tak dokładnie kryła się gdzieś w ostatnich ławkach, że trzeba ich było szukać, jak szpilkę w stogu. Dodajmy jednak, że nadmiar sił, na który chorowała ówczesna młodzież, objawiał się także prędkiem uczeniem się lekcyi, łatwem przygotowywaniem się do egzaminów i pracą wybiegającą poza ramy szkolnego programu. Trudno opowiedzieć, ile energii, inteligencyi, zapału i naj
Bolesław Prus jako uczeń głównej.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 19 Następna »